On Tue, 11 Jan 2000 17:55:25 +0100, "Piotr Zawadzki"
wrote:
>> W ogole z autorytetami krucho. Przypomnijcie sobie, jak w ciagu tych 10
>> lat , starannie szczypano wszystkie autorytety - z prawa, z lewa - az
>> niewiele z nich zostalo. W 1989 r. byla ich chmara - a dzis niby kto?
>Mysle, ze proces upadku ery autorytetow dotyka dzis nie tylko naszego
>panstwa. Zauwaz, co sie dzieje w Niemczech /Kohl/, w USA /Zippergate/...
>Zle sie dzieje...
A mnie sie wydaje, hehe, ze to nie jest calkiem tak.
Zewszad, gdzie nie spojrzec slychac o tym, ze nie ma autorytetow.
Mowi o tym radio i tv i prasa i jeszcze w dodatku na prsf-f :)
Istnieje jednak , msz, pytanie - czy jest tak faktycznie?
Czy ow, imputowany odbiorcy, upadek autorytetow jest zjawiskiem
faktycznym, czy moze tylko jest opinia mediow?
Pytanie moje wyciagam m. in. stad, ze
media nie dostarczaja informacji
pelnej. Jesli zas informacja nie jest pelna - jest niepewna. Nie
stanowi wiec punktu oparcia. Glownie dlatego, ze bazuje na wiedzy
chwilowej czytelnika. To co dzis sie powie A - nie musi byc jutro A.
Odbiorca jest wiec skazany na wiedze powierzchowna i zmienna, a zatem
niepewna, czyli nie ma swoistego punktu odniesienia. Im wiecej
zdobywasz infromacji - tym mniej, de facto, wiesz.
Same media nie moga dzialac inaczej, gdyz: a) informacji jest duzo,
b) jest ona roznorodna, c) chcac zachowac swoje istnienie media
'wymyslily' (ukonstytuowaly) pojecie 'targetu' - ktore wlasnie
bardziej tlumaczy ich istnienie w aspekcie ekonomicznym, niz
odzwierciedla rzeczywiste potrzeby wspolczesnego czlowieka (odbiorcy),
d) szczegolnie w bylych demoludach, istnieje konwulsyjna, spoleczna i
jednostkowa potrzeba oddalenia sie od autorytetu (personalnego, jak i
zbiorowego) - ktora jest wyrazem checi odciecia sie od bylego systemu.
Moze to przyjmowac formy skrajne (anarchistyczne, itp) w postaci
wlasnie nie tyle bezposredniego wyrzekania sie instytucji autorytetu,
gdyz jest taki swiadomy trend kulturowy, lecz dlatego iz poprzednie
pokolenie tkwilo (i nadal tkwi przez aktywne operowanie pojeciami
minionej epoki, konstruowanie metod zarzadzania/zycia wedle starych
schemtow, itd) w systemie, ktory sie nie sprawdzil. Ktory nie
przetrwal. Ktory, wobec tego, nie zapewnil egzystencji pewnej.
A skoro opieral sie na autorytetach - nalezy je odrzucic. Podobnie jak
nalezalo odrzucic monopartyjnosc, instytucje 'jedynie slusznej linii',
itd.
Oczywiscie mam tu na mysli sytuacje Polski i Polakow, bo to
co dzieje sie w swiecie wprawdzie nie pozostaje bez wplywu
na Polakow oglad rzeczywistosci, ale tez, mysle, wypada miec
swiadomosc, iz jest to oglad znaczaco rozny - gdyz wynikajacy z innej
sytuacji historycznej - od tego, ktory ksztaltowal sie na Zachodzie.
Polacy, by zbudowac nowy system, musza wpierw obalic stary.
A to znaczy - pozbyc sie kompleksow przeszlosci. Objawem tego
jest, wydaje mi sie, wlasnie kwestionowanie instytucji autorytetu.
Ale tylko objawem. I tylko tego. Nie wydaje mi sie bowiem, zeby w
naturze ludzkiej nie istniala potrzeba autorytetu. Kwestionowac
potrzebe autorytetu, znaczy wyrzekac sie wlasnego czlowieczenstwa.
Ufko.
PS Poza tym...to nie jest calkiem tak, ze nie ma autorytetow.
Ze ludzie nie uciekaja sie pod czyjes opiekuncze skrzydla.
Wezmy Papieza. Albo roznych roznych guru... Prawda?
102% z Panstwa odczuwa potrzebe posiadania autorytetu,
a jesli nie - chec bycia nim... O ile sie myle?